
Masz wątpliwości? Rozwiejmy je od razu. Żadnego owijania w bawełnę, same konkrety.
Słuchaj, nie musisz mieszkać na siłowni. Jeśli teraz nie robisz nic, to 3 solidne treningi po 45 minut w zupełności wystarczą. Kluczem nie jest to, żebyś przez tydzień trenowała codziennie, a potem padła na twarz, tylko żebyś ruszała się regularnie. Lepiej zrobić dwa treningi, ale na 100%, niż pięć „na pół gwizdka”.
Jak Ci powiem, że tak, to i tak pewnie pękniesz po trzech dniach i opędzisz całą tabliczkę czekolady pod kocem. Więc nie - nie musisz. Ale przestań traktować ciastka jak nagrodę za ciężki dzień. Kostka czekolady do kawy Cię nie zabije, ale cała paczka ciastek przed telewizorem już tak. Uczymy się umiaru, a nie zakazów, od których chce się wyć.
Zależy, co masz na myśli. Lepszy humor i więcej energii poczujesz już po pierwszym tygodniu. Luz w spodniach? Daj sobie 3-4 tygodnie uczciwej pracy. Ciało to nie mikrofalówka, nie zmienisz go w 5 minut. Bądź cierpliwa, bo warto.
To przestań szukać wymówek i zrób 20 minut konkretnego wycisku w domu. Da się? Da się. Krótki, intensywny trening potrafi zdziałać cuda, pod warunkiem, że nie spędzisz połowy tego czasu na sprawdzaniu Instagrama.
Spokojnie, nie obudzisz się nagle z barkami jak u kulturysty. Kobiety nie mają tyle testosteronu, żeby „przypadkiem” zbudować wielkie mięśnie. Trening siłowy sprawi po prostu, że Twoje ciało będzie twarde, a skóra napięta, zamiast wisieć. To jedyna droga do fajnego tyłka i ramion, które nie dyndają przy machaniu ręką.
Bo waga to kłamczucha. Może trzymasz wodę przed okresem, może mięśnie gęstnieją, a tłuszcz znika. Zacznij się mierzyć centymetrem, a wagę schowaj do szafy. A jeśli centymetry też stoją? To znaczy, że pewnie „podjadasz” te 200-300 kalorii, o których zapominasz, albo Twoja „czysta micha” wcale nie jest taka czysta.
Nie bądź męczennicą i nie gotuj dwóch osobnych obiadów. Rodzina może jeść to, co Ty - wystarczy, że zamiast smażyć wszystko na głębokim tłuszczu, upieczesz to w piekarniku. Zmieniaj tylko proporcje na talerzu: Ty bierzesz górę warzyw i mięso, a im dajesz więcej ziemniaków czy makaronu. I najważniejsze: przestań dojadać po dzieciach!
Da się, ale musisz być ze sobą brutalnie szczera. Jeśli potrafisz nakładać mniejsze porcje, wybierać białko zamiast węglowodanów i nie podjadać między posiłkami, to waga ruszy. Ale jeśli „nie liczysz”, a co chwilę coś wpada do buzi, to licznik w Twojej głowie i tak się nie oszuka.